Są dziś jeszcze prawdziwi Cyganie...

Ludzie o głębokich, otwartych sercach o wyjątkowej wrażliwości - Krystyna i Karol Gierlińscy zamieszkali w Wojcieszycach, tuż obok kościoła. Rzeźbią, malują, piszą wiersze-. Tym razem "Wieści Kłodawskie" korzystają z ich gościnności. Oglądamy pracownię, zdjęcia, pamiątki; rozmawiamy

"Wieści" - Zacznijmy od państwa przyjazdu do Wojcieszyc. Jak to było?
Karol "Parno" Gierliński
- Musiałbym zacząć od festiwalu. Od momentu gdy zaistniało Stowarzyszenie Twórców i Przyjaciół Kultury Cygańskiej. Od początku należałem do tego stowarzyszenia. Początkowo festiwal był imprezą typowo muzyczną, później wzbogacono go, między innymi o twórczość plastyczną. Dla dzieci powstała też szkółka z elementami kultury, historii, języka. Wypadło na mnie. Do Wojcieszyc przy jechaliśmy na dwa tygodnie, ta tymczasowość trwa jednak już półtora roku. W międzyczasie przypadła mi również rola zorganizowania oddziału koła Stowarzyszenie Ofiar Wojny - Cyganów, które praktycznie skupia w tej chwili ludzi z całej Polski.

"Wieści" -Z jakiej grupy etnicznej pan pochodzi?
Karol "Parno" Gierliński - Synti albo niemieccy Cyganie, co nie jest zgodne z prawdą, bo nasze grupy zamieszkiwały tereny zachodniej Polski.

"Wieści" - Czy odczuwa się ten podział między grupami?
Karol "Pamo" Gierliński - Oczywiście. Gdybym mówił w dialekcie synti, to Cygan rosyjski mnie nie zrozumie. Istnieje u nas system rodowy, mamy swoich sędziów obyczajowych, w zależności od rodu, np. sędzia polski to Szero Rom.

"Wieści" - Pana pseudonim "Parno"- co on oznacza?
Karol "Parno" Gierliński - Każdy z Cyganów ma swoją nazwę. Moją można różnie tłumaczyć - i święty, i biały. W czasie okupacji nazywano tak partyzantów.

"Wieści" - A czy pani też ma pseudonim?
Krystyna Gierlińska - Ja nie mam pseudonimu. Natomiast moje imię można przetłumaczyć, brzmiałoby to Mura.

"Wieści" - A co było tym impulsem, co sprawiło, że stali się państwo artystami?
Karol "Parno" Gierliński - Kolejność była nietypowa. Babcia, która mnie wychowywała, została oślepiona w czasie wojny, nie mogła koczować. Musiałem zatem chodzić do szkoły. Kiedyś granicę przekraczało się bez przeszkód, w jedną i w drugą stronę. W taborze jako chłopak gwizdnąłem scyzoryk i zacząłem strugać. Zamiast lania dostałem swoje pierwsze honorarium. Później miałem trochę szczęścia - spotkałem się z Janem Marią Jakubem i od niego zaraziłem się tą pasją. A tak na marginesie to jednym z moich prapradziadów jest Michałowski, ten, który malował konie. Ożenił się z Cyganką.

"Wieści" - Rzeźbi pan nie tylko w drewnie...
Karol "Parno" Gierliński - Rzeźbię też w kamieniu, to moja specjalność. Dobry jest na przykład marmur polski, gips kopalniany.

"Wieści" - A twórczość literacka?
Karol "Parno" Gierliński - Działam również literacko. 8 kwietnia obchodzimy Międzynarodowy Rok Cyganów. Wydaliśmy okolicznościowy zeszycik z moimi wierszami A najważniejszym dla mnie dokumentem, żem artysta, a nie tylko dłubacz, jest pamiątkowe Pismo Święte podarowane przez prymasa Karola Wyszyńskiego z następującą dedykacją "Drogiemu Rzeźbiarzowi Artyście Karolowi Gierlińskiemu z serca błogosławi - prymas Karol Wyszyński 4.II.1981 r."

"Wieści" - A czym pani się zajmuje?
Krystyna Gierlińska - Głównie opiekuję się mężem. A co do mojej drogi artystycznej, to muszę powiedzieć, że właściwie zaczynałam od rysunku. Mój talent, w który ja sama zupełnie nie wierzyłam, odkrył nauczyciel szkoły podstawowej. Przyszedł czas na akwarele. Później obowiązki macierzyńskie na jakiś czas oderwały mnie od moich pasji. Kiedy je spełniłam, powróciłam do swoich zajęć artystycznych. U profesora mojego męża pobierałam lekcje w zakresie studiów. Praktycznie zmusił mnie do malowania na poważnie. Zaczęłam od ikony. I nawet teraz, gdy coś mnie zdenerwuje, wracam do tej formy twórczości. Później przyszedł czas na portrety. Od dziecka fascynowały mnie twarze, zwłaszcza oczy. Przy mężu nauczyłam się płaskorzeźby, uprawiam to dla relaksu - głównie Madonny, podrzeźbiane ikony. Rzadziej tworzę pejzaże, martwe natury.

"Wieści" - Pana losy są niezwykle ciekawe. Podobno był pan w wielu krajach świata?
Karol "Parno" Gierliński - Rzeczywiście, kiedyś dużo podróżowałem Była taka sytuacja życiowa, że mogłem sobie powędrować, a przy tym miałem okazję przeżyć trochę ryzyka. Z ciekawszych miejsc, które zwiedziłem, to Palestyna. Wracałem przez Libię, zobaczyłem Trypolis. W Libii pokazywano nam osiągnięcia najnowszej techniki, mam z tego okresu mnóstwo zdjęć. Byłem też w Indiach — na kongresie dotyczącym mniejszości narodowych. Ciekawostką jest fakt, że w Delhi Cygan może się dobrze porozumieć, wiele słów jest takich samych, np. manusz – człowiek.

"Wieści" - A jak się mieszka w Wojcieszycach?
Krystyna Gierlińska - Jesteśmy tu półtora roku. Nasz pobyt jest niedługi, ale czujemy się, jakbyśmy tu byli od zawsze. Zaczęło się od znajomości z najbliższymi sąsiadami. Później ciekawość dzieci. Wtopiliśmy się w środowisko, choć zdaję sobie sprawę, że jesteśmy inni. Jestem półkrwi Cyganką. Cieszy mnie, że spotkałam się tu z wysoką kulturą w stosunku do ludzi. Zresztą z góry założyliśmy, że ludzie są tu fajni i to się sprawdziło. To miejsce spełnia moje marzenie o pobycie na wsi. Blisko kościół, przystanek, sklep. To miejsce jest ciepłe, przyciąga. Gdybyśmy mieli warunki, byłoby tu już mnóstwo zwierząt. Chciałabym tu zostać, oczywiście jeśli okoliczności na to pozwolą.
Karol "Parno" Gierliński - Mnie zaskoczyło to, że ludzie porozumiewają się tu czystą polszczyzną. Następną zdumiewającą rzeczą jest ten kościół. Gdyby Wojcieszyce leżały w centralnej Polsce, ten zabytek otoczono by szklanym kloszem.

"Wieści" - Zaangażowali się państwo również artystycznie w życie Wojcieszyc...
Karol "Parno" Gierliński - Kościół zawsze był mi bliski. Zresztą po kościołach w Polsce jest wiele moich prac. Zauważyłem, że krzyż wyglądał tutaj biednie, więc po precyzyjnych wyliczeniach wyrzeźbiłem pasyjkę, która mieści się w konwencji gotyku i wymiarami nie przykrywa już istniejących prac. Ksiądz proboszcz zaakceptował moje dzieło. Później wyrzeźbiłem Madonnę. Z proboszczem doszliśmy do wniosku, że przydałaby się grota. Stanie ona w miejscu elektrycznego słupa i będzie stanowiła element doskonale komponujący się z bryłą kościoła. Madonna czeka, a w sprawie groty liczę na pomocników. Liczę też, że uda się ją poświęcić w czasie wrześniowego odpustu. Cyganie obiecali, że skoro będzie uroczystość, oni postarają się o podkład muzyczny.

"Wieści" - A państwa plany artystyczne, marzenia?
Krystyna Gierlińska - Chcielibyśmy stworzyć do kościoła porządny ołtarz, ale tutaj potrzebna jest pomoc stolarza. Też bezpłatnie. W przyszłym roku mamy zamiar zorganizować wystawę - przegląd swojej twórczości. Mam również takie marzenie - przygotować wystawę - Madonny Polskie. Planów mamy mnóstwo, ale nie zawsze istnieje możliwość ich realizacji.
Karol "Parno" Gierliński - Chciałbym przede wszystkim do końca spełnić swoje obowiązki - aby ruszyło muzeum cyganologiczne w Gorzowie i szkółka cygańska. No i zostawić coś po sobie poza figurkami. Noszę się też z zamiarem zorganizowania w czasie trwania festiwalu pleneru plastycznego jako imprezy towarzyszącej festiwalowi. Planując, musimy liczyć się z możliwościami. Cyganie w Gorzowie nie należą do ludzi najbogatszych, żyją jak inni.

Rozmawiali: Grażyna Kaźmierczak, Stanisław Sinkowski

* * *
Nie zabrałem znad Gangesu słońca.
Nie uniosłem szeptu palm.
Lecz zabrałem pieśń.
Zapamiętałem taniec.
Zaczarowany w struny Ganges.
Po twarzy świata potoczyły się łzy - nasze życie.
Gdy zapomnę kolory tęczy
Słońce, księżyc i gwiazdy zamilczą
Pozostanie mi niezmiennie przez wieki - manusz
A manusz znaczy człowiek.
Dlatego nie zabijam konia,
Ani psa co mi służy.
Bo manusz to znaczy człowiek.

 

Od autora witryny

Kiedy zabierałem się za tworzenie tej strony, Karol Gierliński nie był zachwycony. Dlaczego? Odpowiedź prosta: Parno był człowiekiem równie skromnym, jak wybitnym. Nie szukał poklasku, czy taniej popularności, nie chciał odcinać kuponów od swego dorobku.

A jest on potężny, obejmuje rozległe dziedziny twórczości artystycznej oraz działalności publicznej. Został oparty o solidną wiedzę, zarówno tę książkową, jak i płynącą z doświadczenia.

Parno był Cyganem (Romem, jeśli trzymać się political correction, a tak naprawdę Sintem) z krwi i kości. Jednak popełnilibyśmy gruby błąd przyklejając mu etykietkę "artysta etniczny". Jego twórczość należy w tym samym stopniu do kultury cygańskiej, co polskiej, niesie wartości uniwersalne.

Trzeba też koniecznie powiedzieć, że Karol był dobrym człowiekiem, otwartym, obdarzonym wielkim poczuciem humoru, niezawodnym przyjacielem.

Andrzej Korona