Opowiadania

  • 04

 

 

 

 

   Wymiana

Było to tak: długie zimowe oczekiwanie wiosny, dni wlokące się jak kulawy pies za taborem. Już minęła serdeczna Wigilia i zwyczajnieć zaczął Nowy Rok. Mroczne i ciepłe wnętrze wiejskiej chaty, w której stanęli na zimę, stawało się z dnia na dzień ciaśniejsze, za to marzenia o nowej wędrówce coraz barwniejsze.

Zjawili się, opakowani w baranie kożuchy, otrzepując śnieg z czapek i kołnierzy. Nie pozwalał długo na siebie czekać. Wybierali się na jarmark. A co może być piękniejszego od końskiego jarmarku?

Można tam spotkać znajomych, których nie widziało się od lat, są w tym elementy cyrku, teatru i popisów krasomówczych, jakim nie dorównałby najbieglejszy w sztuce adwokat. Na jarmarku w cudowny sposób z najpośledniejszej szkapy tworzą rumaka, a z narowistego "psuja" potulnego baranka. Tylko tam, na takim jarmarku, nawet prosięta w okamgnieniu zmieniają płeć, w zależności od potrzeb. Zapach gotowanego jadła, końskiego potu, alkoholu i końskich odchodów, unosi się nad placem jak duch, niczym kopuła cyrkowej areny.

Szczęśliwym przypadkiem, prawie przed rogatkami miasteczka, podrasował koniowi zęby i ze starej kobyły była prawie młoda klacz. Pomieniał szczęśliwie z dopłatą na silnego, lecz narowistego pięciolatka, a dodatkowo dostał jeszcze indyka.

Okazało się, że jego przyjaciele sprzedali konie i pozostali tylko z wozem bez zaprzęgu. Wspomogli swoją kalkulację kilkoma głębszymi i postanowili, że odstawią go z indykiem wozem do domu, następnego zaś dnia wieczorem odprowadzą konia. I tak też zrobili.

Wrócił już po północy. Indyka wpuścił do stajni. W domu bliskość żony, ciepło izby i wypita wódka, pogrążyły go w głębokim śnie.

Długo nim szarpała, zanim otworzył z trudem oczy. I co? - zapytała wbijając w niego wzrok niby rozjechana żaba. Zamieniłem - burknął i odwrócił się na drugi bok.

Nie pierwszej już młodości, a wyfrunęła niczym jastrząb za wróblem. W stajni zobaczyła tylko grzebiącego w ściółce indyka... Wybiegła z krzykiem porównywalnym jedynie do trąb jerychońskich, że oto ten pijaczyna zamienił konia na indyka!

Wieczorem przyprowadzili konia. Indyk dokonał żywota zgodnie z przeznaczeniem.

Minęły lata, do dziś opowiadają jak to pomieniał konia na indyka... Nikt nie pamięta kto, kiedy ani gdzie się wydarzyło, ale opowieść żyje własnym życiem...

 

 

W zamieszczonych tu opowiadaniach, wybranych spośród prawie czterdziestu opublikowanych w tomie "Meteory / Siłałe cierhenia", można znaleźć poetycką prozę, a także próbki niezrównanego cygańskiego humoru.